Alicja Arndt

Od 4 lat związana z branżą rekrutacyjną. W GoldenLine odpowiada m.in. za szkolenia produktowe z Wyszukiwarki Kandydatów oraz cykl Akademii (Profesjonalnej Rekrutacji i Profesjonalisty EB). Z wykształcenia ekonomistka – ukończyła Stosunki Międzynarodowe w Szkole Głównej Handlowej, obecnie kontynuuje naukę na studiach doktoranckich.

Wpisy autora

Rekrutacja oczami kandydatów – odc. 5: I żyli długo i…

2017/09/11, Alicja Arndt

Na podstawie repertuaru polskich kin jedno można stwierdzić z całą pewnością – lubimy sequele. Chcemy wiedzieć, co się wydarzyło u naszych ulubionych (bądź niezbyt lubianych) bohaterów. W dzieciństwie wszystkie czytane nam bajki kończyły się krótkim I żyli długo i szczęśliwie, pozostawiając dalsze losy jedynie domysłom.

Czy Kopciuszek była szczęśliwa z Księciem po ślubie? Może chciała iść na studia, rozwijać się i pewnego dnia zostać astronautą, a Książę jej zabronił? A może codziennie musiała słuchać zrzędzenia swojej teściowej i po miesiącu odeszła z pałacu? Każdy z nas ma wrodzoną ciekawość i potrzebę wiedzy. W dzieciństwie trzeba było poprzestać na lakonicznym koniec bajki. Jednak z upływem lat mamy coraz więcej możliwości poznania dalszych losów bohaterów opowieści. I nie myślę tylko o postaciach z bajek, ale też o prawdziwych, pełnokrwistych bohaterach dnia codziennego.

Ale jak to się ma do rekrutacji? – zapytacie. Zwykle nasza znajomość losów kandydata kończy się wraz z zakończeniem jego udziału w procesie. Niezależnie od tego, czy to my podziękowaliśmy jemu czy zrobił to sam. Po zamknięciu procesu żyje poza naszą firmą długo, to fakt. Ale jak często pytamy go, czy aby na pewno szczęśliwie? Błądzić jest rzeczą ludzką. Decyzja o wyborze innego pracodawcy po paru miesiącach może okazać się nietrafioną. I wtedy pojawia się problem. Nawet jeśli nasz proces nie jest wciąż zamknięty, a (były) kandydat chciałby do niego wrócić, to zabraknie mu odwagi, aby skontaktować się ponownie. Innymi słowy, sequelu nie będzie. Jeśli jednak przez te parę miesięcy wrócimy do niego raz na jakiś czas, zapytamy, czy mu dobrze w nowym miejscu, potraktujemy go trochę jak znajomego, którego dawno nie widzieliśmy, to szansa na spotkanie się znów przy jednym stole wzrośnie. Nawet jeśli proces jest zamknięty, to zgodnie z doświadczeniem rekruterskim, kolejny proces już się zbliża i pojawi niespodziewanie lada moment. Zatem warto podtrzymywać dobre relacje.

Z ciekawością wiąże się jeszcze jeden aspekt – kandydaci też chcą wiedzieć więcej. Przede wszystkim, potrzebują informacji zwrotnej nt. statusu ich aplikacji w procesie. Nie chodzi o samo potwierdzenie otrzymania CV, ale bieżące informowanie o tym, co się dzieje w związku z tą rekrutacją. Rozwiązaniem może być przedstawienie kandydatowi harmonogramu rekrutacji z konkretnymi datami poszczególnych etapów. Jeśli nie zostaną zakwalifikowani dalej, to będą chcieli wiedzieć, dlaczego tak się stało. Czy samo Dziękujemy za udział w procesie. Niestety, nie spełnia Pan/Pani naszych oczekiwań. pozwoli kandydatowi cokolwiek w sobie zmienić, żeby zacząć je spełniać? Lakoniczne odpowiedzi lub ich brak mogą jedynie zabić poczucie własnej wartości. Oraz zainteresowanie jakimkolwiek związkiem z firmą.


Kandydat:

Firma planuje zwolnienia w najbliższym miesiącu, klucz jest nieznany. Zaczynam się rozglądać za ofertami. Aplikuję na razie do 5 firm. Po 2 mailach dostaję autoresponder z potwierdzeniem otrzymania aplikacji. Czekam. Wiadomo, chętnych jest sporo, rekrutacja trwa. Mija tydzień, drugi. Zaczynam się niepokoić, czy te 3 firmy na pewno dostały moje CV. Może wiadomość wpadła do Spamu? Wysyłam jeszcze raz. Te z autoresponderami pewnie jeszcze weryfikują moją aplikację. Mijają kolejne 2 tygodnie, żadnej reakcji. Najwyraźniej jestem za słaba i mnie jednak nie chcą. Przeglądam oferty i aplikuję do kolejnych 3. Znów 2 autorespondery. Z jednej firmy standardową formułkę odpisał mi jakiś stażysta. Ok, czekam. Nadchodzi czarny piątek. Dobrze wykonywałam swoją pracę, ale firma tnie koszty, a ja nie mam znajomości na górze, więc muszę odejść. Sprawdzam pocztę – śladu nowej pracy nie ma. Najwyraźniej nie jestem wystarczająco dobra, skoro nie ma żadnego kontaktu. Przecież gdybym była, to odezwaliby się od razu. Piszę do wszystkich firm, co dalej z rekrutacją. Oszczędności starczy mi na max. miesiąc. Odzywają się tylko autorespondery. Pali mi się grunt pod nogami, więc zaczynam aplikować też na stanowiska, do których średnio się nadaję. Trochę za krótkie doświadczenie, inny kierunek studiów niż wymagany, ale nie mam wyboru. Mijają kolejne tygodnie. Czuję, że do niczego się nie nadaję. Do tego czasu zaaplikowałam na 18 ofert. Dostałam łącznie 7 automatycznych potwierdzeń otrzymania CV. Tylko 3 maile napisane własnoręcznie. Miałam 2 rozmowy telefoniczne i jednego skype’a. Jednak zaraz po nich rekruterzy przepadali jak kamień w wodę. Spływają kolejne monity z powodu niezapłaconych rachunków – czynsz, gaz, prąd. A mi nawet nie chce się już szukać pracy. Najwyraźniej do niczego się nie nadaję.

 

Rekruter (od którego zabrakło nawet autorespondera):

Poniedziałek. Przez weekend spłynęło 80 aplikacji, a muszę jeszcze przejrzeć 250 CV na pozostałe stanowiska. I jeszcze skontaktować się z nimi wszystkimi…  Eee, dostali chyba jakieś automatyczne potwierdzenia, więc bez przesady.
Ta jest ok, ten za małe doświadczenie, ale w ramach planu B się nada, ta tak samo… No to 10 ok, potem dam im znać. Standardy muszą być, jeszcze tylko „dziękujemy za udział w procesie, ale…” do 55 odrzuconych i mogę dzwonić. Do planu B napiszę potem.

(po tygodniu)

3 przyjdzie na spotkanie, ale nigdy nic nie wiadomo, więc rezerwowych potrzymam. Zdążę jeszcze się z nimi skontaktować.

(po kolejnym tygodniu)

Trudno, trzeba zaprosić rezerwowych. Pierwsze 3 osoby.

(po kolejnych dwóch tygodniach)

No to mamy pracownika. Kto mi tu jeszcze został nieskontaktowany? 5 osób? Hm, pisać po miesiącu? Ech, pewnie i tak zapomnieli, nie ma co wracać do tematu. To i tak niczego nie zmieni.


Efekt: po ok. miesiącu rozmowę z rekruterem przeprowadziło 20 kandydatów. 55 dostało sztampowego autorespondera, który niczego nie tłumaczył. 5 nie dostało niczego – byli rezerwowymi ciągle przekładanymi na później. W tym kandydat z pierwszej historii.

 

Znam obie strony, wysłuchałam relacji każdej z nich. Gdyby nie unikatowa nazwa jednego ze stanowisk, myślałabym, że to dwa kompletnie różne przypadki. To, co według rekrutera było standardem, na kandydata zadziałało deprymująco. Takie historie zdarzają się codziennie. Kandydat dla rekrutera może być jednym z wielu. Natomiast często rekruter dla kandydata jest tym jednym jedynym.

Ćwiczenie dla Ciebie:

Sięgnij pamięcią do ostatniej rekrutacji. Ilu kandydatów brało udział w każdym etapie? Ilu spośród nich otrzymało od Ciebie informację zwrotną nt. procesu? Po jakim czasie? Z iloma masz jeszcze kontakt? Czy ci, którzy sami zrezygnowali z udziału w procesie, znaleźli nową pracę i są z niej zadowoleni? Czy żyją długo i szczęśliwie?

Komentarze

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.