Olga Tytko

Doktorant Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Wpisy autora

Kryzys w firmie – jak go nie rozwiązywać?

2018/01/22, Olga Tytko

Celem każdej firmy jest zysk. Jest to fakt oczywisty i raczej niezaprzeczalny. Kwestie finansowe wydają się być szczególnie istotne w sytuacjach kryzysu – czy to w samej firmie, czy kryzysu na większą skalę.

Niestety często zdarza się, że koszty takich kłopotów firmy starają się zrzucić na innych – pracowników i klientów. Często na jednych i drugich w pewnym procencie. Najczęściej jednak wszelkie działania, które mają w ten sposób zwiększyć przychody firmy, kończą się porażką. Niejednokrotnie nawet bardziej bolesną, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Dlaczego? Jak tego uniknąć? O tym przeczytacie poniżej.

Kryzysy zdarzają się zarówno mniejszym firmom jak i korporacjom. Do pewnego stopnia są one nieuniknione. Oczywiste jest też, że w takiej sytuacji na ich rozwiązaniu zależy nie tylko kadrze zarządzającej. Pracownicy widząc, że ich firma traci stabilność finansową lub pozycję na rynku, również bardzo często starają się dołożyć wszelkich starań, aby firma przetrwała. W końcu od tego zależą ich miejsca pracy. Nie każdemu uśmiecha się branie udziału w rozmowach rekrutacyjnych i żmudne szukanie pracy. Niestety sama kadra zarządzająca niejednokrotnie przyczynia się do osłabienia w pracownikach przywiązania do firmy i zaangażowania w pracę. Co gorsza, w tym samym czasie z podobnych powodów przyczynia się do utraty klientów. Oczywiście przeważnie nie robiąc tego świadomie.

Co z tą motywacją?

Pogorszenie sytuacji firmy czy nawet całej branży nie wpływa automatycznie na spadek motywacji pracowników. Nie każdy słysząc „mamy problem” zaczyna przeszukiwać internet w pogoni za nową pracą. Bardzo często, jeśli załoga jest odpowiednio poinformowana (i informowana regularnie) o sytuacji firmy, gotowa jest nawet na pewne poświęcenia, żeby wyjść „z dołka”. Aby tak się jednak stało, konieczna jest szczera, otwarta komunikacja i podtrzymanie szacunku do pracowników.

Nierealne wskaźniki

Pierwszym sposobem na podniesienie wyników finansowych, jaki przychodzi do głów większości zarządów w trudnych czasach, jest zwiększenie wyników. Wydaje się to być tendencja dotycząca wszystkich branż. Co więc robią włodarze firm? Wprowadzają – przeważnie ASAP’em – większe cele do wypracowania przez pracowników, windując do granic możliwości wszelkie wskaźniki efektywności. Niejednokrotnie w parze ze zwiększeniem KPI idzie wprowadzenie czy zaostrzenie raportowania – bo przecież pracownicy mają maksymalnie skupić się na pracy i wykorzystywać produktywnie każdą jej sekundę. Czy rzeczywiście wcześniej tego nie robili? I co ważniejsze – czy windowanie celów i zwiększenie kontroli to skuteczne metody ratowania firmy? Zarówno praktyka jak i zdrowy rozsądek podpowiadają, że jednak NIE.

Nadgodziny

Innym sposobem, na jaki wpadają prezesi i właściciele firm w kryzysie, jest przymuszanie pracowników do nadgodzin, które „będą do wybrania”, gdy tylko sytuacja w firmie się poprawi. Taki sposób próby polepszenia sytuacji również nie jest dobry. Nie zawsze bowiem przesiadywanie dłużej w pracy przynosi lepsze wyniki. Po pierwsze – pracownik przemęczony jest mniej wydajny,  po drugie, nie zawsze podniesienie wyników jest w pełni uzależnione od najlepszej nawet woli pracowników. Poza tym nawet, gdy sytuacja jest już lepsza – często nie ma możliwości odebrania nadgodzin. W końcu skoro już „wychodzimy na prostą”, trzeba gonić wyniki.

Oszczędzanie na pracownikach

Również „jazda po premii” pracowników wydaje się raczej strzałem w stopę. Może się bowiem szybko okazać, że w kasie firmy zostaje więcej pieniędzy, ale zabraknie motywacji, a wkrótce potem i samych pracowników. Z wizerunkowego, a nawet ekonomicznego punktu widzenia, nie wydaje się również sensowne zatrudnianie po prostu pracowników najtańszych i niedoświadczonych. Zaoszczędzimy bowiem na wynagrodzeniach, ale z dużym prawdopodobieństwem praca wykonywana będzie gorzej lub nowy pracownik będzie potrzebował czasu na wdrożenie się.

Starać macie się wy

Niestety praktyką jest też wymaganie od pracowników rozwiązania całego problemu. To pracownicy mają wymyślić sposoby na wyprowadzenie firmy z kryzysu, zwiększenie jej przychodów, poprawienie sytuacji rynkowej – w końcu to oni są od roboty, w końcu to oni więcej stracą na ewentualnym zamknięciu firmy czy likwidacji działu lub lokalizacji. W końcu wreszcie to na nich można wpłynąć – a im są niżej, tym ten wpływ może być większy. I tak szeregowi pracownicy czasem wraz ze swoimi przełożonymi, a czasem bez ich wsparcia, zostają postanowieni przed zadaniem znalezienia lekarstwa na kryzys bez uszczuplania konta firmowego.

Wojna dywizji

W obliczu kryzysów w wielu firmach dochodzi też do „walk wewnętrznych”. Sytuacje tego typu bardzo często inicjowane są przez szefów działów. Wiadomo – każdy manager czy kierownik musi się rozliczyć z wyników swoich podwładnych. Jeśli ogólna sytuacja firmy jest zła lub nagle się pogarsza, szuka się winnych, a żaden z managerów nie chce winy za pogorszenie sytuacji brać na siebie – następuje tym samym przerzucanie winy z jednego na drugiego. Nie jest to efektywne, a co więcej, bardzo często nie jest sprawiedliwe. Najlepszą metodą w takiej sytuacji byłoby zjednoczenie działów dla dobra wspólnego, jakim jest polepszenie sytuacji firmy i wyciągnięcie jej z kryzysu, jednak w realiach nie zdarza się to często.

Czym to się może skończyć?

Efekty takiego działania nietrudno przewidzieć. Po dłuższym lub krótszym wyczekiwaniu na poprawę sytuacji i uzbrojeniu się w cierpliwość, pracownicy zaczynają się poddawać i przychodzić do pracy tylko po to, aby „odhaczyć się” na liście obecności. Przestaną angażować się w wykonywane zadania, wychodząc z założenia, że i tak nie są one osiągalne. W końcu albo są zwalniani – jeśli polityka i sytuacja firmy jeszcze na to pozwala, albo dochodzi do likwidacji najmniej rentownego zdaniem zarządu zespołu. Jeszcze jedną możliwością – najmniej korzystną dla firmy, a najbardziej chyba korzystną dla pracowników – są ich odejścia. Bardzo często masowe. Zdarza się też, że pracownicy w takiej sytuacji odchodzą falami, bo kryzys w firmie się rozrasta. Jest to szczególnie niekorzystne dla firmy z kilku powodów. Po pierwsze, w takiej sytuacji przeważnie odchodzą pracownicy najlepsi. Najbardziej doświadczeni, zajmujący wyższe pozycje w firmie, posiadający wysokie kwalifikacje i ambicję. Po drugie – jeśli firma nie zmieni sposobu zarządania kryzysem, z czasem odchodzić zacznie coraz więcej pracowników, a firma zyska złą sławę, co z pewnością nie wpłynie korzystnie na jej sytuację i pozycję, a także postrzeganie przez klientów. I właśnie to, jak utrzymać klientów mimo kryzysu, będzie przedmiotem mojego kolejnego tekstu.

 

Komentarze

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.